Urodziny

Głęboko wierzę, że wszystko co nam się w życiu przydarza, dzieje się po coś. Myślę, że nie ma niczego takiego jak przypadek albo zbieg okoliczności. Każdy ma swoją planszę jak w grze, po której sobie drepcze, czasem dostaje coś w bonusie, a czasem po prostu po nosie.
Ja bardzo długo nie wiedziałam, co chcę w życiu robić. W zasadzie nadal nie wiem, ale jestem coraz bliżej celu i prawdy o sobie.
Dwa lata temu będąc na zakręcie życiowym poleciałam do Stanów Zjednoczonych na kilka miesięcy. To była moja pierwsza podróż tak daleko i na tak długo i doskonale pamiętam jak bardzo mnie to przerażało.  W Stanach moja pewność siebie wzrosła dwukrotnie. Nagle okazało się, że nikt nie smęci dookoła jakie to nasze życie jest ciężkie i cokolwiek nie zrobimy zawsze będzie źle. I bardzo podobało mi się to myślenie. Pierwszy raz od dawna czułam się swobodnie, bez przykrych opinii rodaków,  którzy zamiast brać przykład z ciebie, zgnoją cię, wyzwą od złodziei albo powiedzą,że sypiasz z kim trzeba.
Dlatego podróżuję.
Najtrudniej jest zawsze odłożyć na bilet lotniczy, później wszystko samo się układa.
Dwa lata temu w stanie Wisconsin obchodziłam swoje 21 urodziny. Moja sąsiadka, która była taką fajną ciocią, dbająca o mnie i o moją współlokatorkę jak o własne dzieci, upiekła mi wtedy tort w pandy, mówiąc ,,Everyone deserves for a birthday cake”. Ja wtedy dopiero byłam na etapie oswajania się z Chinami, zaczynałam uczyć się języka, zastanawiałam czy na pewno chcę się wiązać z tym krajem w przyszłości czy nie.
Rok później wylądowałam w Chengdu. Nawet wcześniej mi się nie śniło, że tam polecę. Teraz po kilku miesiącach ciężkiej pracy – mieszkam tu.
I tak wczoraj 16 października skończyłam 23 lata.
Obudziłam się wczesnym rankiem, myśląc sobie: tak, to mój dzień. Nie wyglądam jakby mnie walec przejechał, włosy ułożyły się same i nawet oczy się śmieją do mnie z lustra.
Przemek po południu przyszedł do mnie z małą paczuszką, mówiąc, że nie mógł nigdzie zdobyć tortu. Wszędzie gdzie poszedł, miano wymóg złożenia zamówienia do trzech dni przed terminem, a jedyny tort jaki znalazł nie był na sprzedaż, bo miał 3 tygodnie. Tak więc wylądowałam z kawałkiem całkiem niezłego sernika, ciesząc się jak dziecko.
Wieczorem ze znajomymi poszliśmy do restauracji na kolację. Od obsługi dostałam ciacho ze świeczką (urodzinowe nie tuczy), pomyślałam życzenie, a nuż się spełni! I zaczął się klubowy maraton . Najpierw wybraliśmy się do Helen’s (darmowe piwo), gdzie jakaś banda wypitych Chińczyków chciała mnie zabrać do swojego stolika. Następnie przenieśliśmy się do Mooneys, ponieważ mój przyjaciel tam pracuje jako piosenkarz. Podczas koncertu wziął mnie na środek sceny, zaśpiewał Happy Birthday Daria, a potem zadedykował piosenkę Bruno Marsa „Treasure”. Uśmiech miałam tak szeroki jak odległość z jednego końca Chin do drugiego. Koniec końców wylądowaliśmy w Miu (darmowe drinki), potańczyliśmy i wróciliśmy do akademika.
Reasumując. Nie jestem człowiekiem specjalnie rodzinnym, przywiązanym do konkretnych miejsc i ludzi. Tak już mam, wolny duch,  nic na to nie poradzę. Jednak gdy spędzam z kimś czas, daję z siebie to co najlepsze. To co z siebie wysyłasz, zawsze do ciebie wraca. Wczoraj, w dniu moich urodzin, odczytując życzenia od ludzi, którzy są dla mnie ważni, kilka razy zdarzyło mi się zatęsknić i wzruszyć do tego stopnia, że łzy same leciały.
To wielkie szczęście wiedzieć, że inni cię cenią i lubią za to jaki jesteś, niezależnie od tego skąd pochodzisz czy gdzie mieszkasz. Dzięki temu nosi się w sercu promyk słońca.

 

 

Podobne Wpisy

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie upubliczniony.