Palawan – odkrywanie Zatoki Honda

Kiedy jedzie się na wakacje w tropiki nie ma nic lepszego niż okrywanie piaszczystych plaż, dryfowanie na lazurowych morzach i podglądanie życia morskich stworzeń. Będąc na Palawanie nie mogliśmy z Żabą ominąć Zatoki Honda, która składa się z wysp: Starfish, Luli i Cowrie.  Dowiecie się dzisiaj jak takie skakanie po wyspach wygląda, na co się przygotować oraz czy w ogóle warto rozważyć kupno takiej wycieczki. Na koniec dostaniecie jeszcze bonus w postaci wizyty u świetlików.

Zaczęło się jak zwykle od śniadania

Bo Polak głodny Polak zły.  Jeszcze dzień wcześniej wieczorem wszystko mnie irytowało, nadszedł ulubiony czas w życiu każdej kobiety – zespół napięcia przedmiesiączkowego. Przysięgam, wiesz, że ktoś Cię naprawdę kocha, gdy ty nadąsana zrzędzisz na wszystko, a druga połowa nie powie nic, tylko usunie się w kąt na papierosa i piwo przeczekać sztorm, bo wie, że nie warto wchodzić w dyskusję.

Napiliśmy się kawy, wrąbaliśmy po omlecie, Żaba stwierdził,że ok stan wojenny zawieszony, może się przytulić i poczekać razem na busa, który miał na zabrać na wycieczkę. Gdy wreszcie podjechał spóźniony, wgramoliliśmy się do środka, gdzie w duchocie i ciasnocie z innymi turystami zabrano nas do portu. Po drodze jeszcze stanęliśmy wszyscy przy wypożyczalni sprzętów do pływania, zaopatrzyliśmy się w maski do snorkelingu tak zaczęła się przygoda.

Pierwsza wyspa Zatoki Honda – Starfish Island – Wyspa Rozgwiazd

Gdy dotarliśmy na miejsce, oczy cieszyły się widokiem białego piasku przepięknej błękitnej wody. Wszystko wyglądało jak z katalogu. Były sekcje podzielone dla mniej sprawnych i bardziej w pływaniu, żeby bezpiecznie podglądać podwodny świat. Poszliśmy więc z Żabą na snorkeling, w takie miejsce, żebyśmy mieli więcej prywaty. Wpuścić Żabę do wody to jak zobaczyć delfina w oceanie, wyglądał jakby się w tej wodzie urodził. W ogóle nie odczuwa żadnego lęku i czuje się jak u siebie. Natomiast ja, chociaż pływać potrafię, gdzieś tam z tyłu głowy mam lęk przed otwartą wodą.  Wszystko jest u mnie dobrze do momentu, kiedy uświadamiam sobie na jakiej głębokości te morskie cuda się znajdują i dostaje ataku paniki. Dlatego dla mnie snorkeling to trochę przeprawa przez mękę, chcesz coś zobaczyć, ale blokuje się własny mózg. Nie miałam tego lęku z nurkowaniem. Może za to, że ktoś był obok mnie i miałam dostęp do powietrza non stop. Kiedy Żaba pływał w poszukiwaniu rybek Nemo, ja wyszłam porozglądać się, gdzie są te całe rozgwiazdy.  I uwierzcie mi na Wyspie Rozgwiazd nie znalazłam ani jednej. Spytałam się Żaby, czy widział jakąś – też nie. Wyspa Rozgwiazd – ładna, ale przereklamowana.

Jedyna rozgwiazda
Plucie do maski, żeby nie parowała
Tak, to Żaba
Tak, to moje umięśnione plecy 🙂

Lunch na Wyspie Rozgwiazd

Popływaliśmy. Przechadzając się, robiliśmy zdjęcia i utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że no sorry memory nową modelką Instagrama nie zostanę. Ale nie było mi szkoda. Dołączyliśmy do grupy, żeby coś poszamać. Nagle dołączyła do nas tak z czapy wytatuowana Brytyjka.  Powiedziała, że czekała przeszło godzinę w hotelu i organizator wycieczki kompletnie o niej zapomniał, dopiero teraz ją dowieźli. Były z nami jeszcze dwie siostry Filipinki lat 50 plus w skąpym bikini, a towarzyszył im chłopak jednej z nich, jakiś stary Amerykanin. Dostaliśmy rybę z grilla i inne owoce morza do pojedzenia. Filipinki były dosyć śmieszne, bardzo beztroskie w swojej prezencji, więc zleciał nam czas dosyć miło. Czas się było zbierać dalej.

Kolejne przystanki Zatoki Honda – Wyspa Luli i Cowrie

Moja ulubiona wyspa w Zatoce – Luli. Przepiękna. Spokój. Hamaki. Domki na wodzie. Mogliśmy z Żabą naprawdę odpłynąć i posiedzieć w takim domku na środku morza razem. Było naprawdę magicznie sielsko.  Spójrzcie tylko na zdjęcia poniżej.

Żaba!

Ostatnia na liście była Wyspa Cowrie – najbardziej zatłoczona. Wyglądała jak imprezownia. Czyli dla mnie i Żaby przystanek ,,czas na drinka”. Podobała mi się najmniej, może ze względu na to, że już byliśmy trochę zmęczeni.

Łódź musi mieć balans

Na sam koniec dnia – świetliki

Musicie wiedzieć, że wycieczka do Zatoki Honda trwa maksymalnie pół dnia. Wyrusza się o 8 rano, wraca o 15:00 do hotelu. Chcieliśmy nas czas z Żabą wykorzystać do maksimum, więc po powrocie z plażowania, odświeżyliśmy się i oczekiwaliśmy na kolejną wyprawę podglądania świetlików.  Zabrano nas do rezerwatu około godziny 19:00. Poczęstowano nas kolacją i uraczono wiadomościami na temat życia świetlików. Jest to obecnie gatunek chroniony i Palawan to jedno z niewielu miejsc, gdzie można je podejrzeć.

Po kolacji ustawiliśmy się w kolejce do nocnego spływu po rzece Iwahig. Wśród podróżujących był ogromnie otyły chińczyk i każdy bał się z nim płynąć z wiadomych względów. Jak wsiadł do łodzi, naprawdę się ona prawie przeważyła.

Spływ zajmuje około 45 min. Nie wolno robić zdjęć, żeby nie stresować świetlików. Jest to piękne doświadczenie, patrzenie na migające punkciki na drzewach jak lampki choinkowe. Trochę też straszno, bo płynie się przez dżunglę i naprawdę nic nie widać. Dodatkowo, jeżeli zanurzy się rękę w łodzie podczas spływu można zobaczyć migoczący plankton. Sama natura.

Zatoka honda i świetliki – dzień pełen wrażeń

Jeżeli ktoś wybiera się na Palawan i jest w Puerto Princessa, myślę, że to fajne doświadczenie zobaczyć Zatokę Honda i obejrzeć świetliki w ich naturalnym środowisku. My wspominamy ten pobyt naprawdę przyjemnie. Może nie aż tyle przygód, co po prostu relaks i chwile romantyczności dla siebie. Żeby mieć pełny wgląd jak wyglądała wycieczka, obejrzycie sobie relację jednego z turystów na youtube

Zajrzycie do poprzednich wpisów o Filipinach

Podobne Wpisy

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie upubliczniony.