Co jedzą Koreańczycy? W poszukiwaniu łakoci

Kuchnia azjatycka jest bardzo różnorodna. Co region to inny smak. Jedne kraje stawiają na konkretne produkty, tak jak na przykład Japonia na owoce morza, a Wietnam na świeże zioła. Inne państwa oscylują raczej wokół smaków – w Tajlandii kochają kwaśną ostrość, a w niektórych regionach Chin ostrość przepalającą wszystkie kubki smakowe. Co się je w Korei, zapytacie. Otóż potrawy słodko-ostre. W koreańskiej kuchni nie może zabraknąć pasty chili. To tak jak u nas – bez ziemniaków na talerzu to nie obiad. W Korei, jeżeli coś nie zawiera pasty chili, nie jest koreańskie. Koreańczycy posiadają również całą gamę innych łakoci. Niektóre są bardzo podobne do naszych. Ale nie tylko! Zabiorę Was dzisiaj na wycieczkę po różnych ryneczkach, która przybliży Wam, co jedzą Koreańczycy.

Pierwszy posiłek w Korei – żółty kurczak

Swoje pierwsze kroki w Seulu postanowiłam skierować do dzielnicy Gangnam. Przez ostatnie lata nasłuchałam się tyle zespołu PSY, że nie wyobrażałam sobie innego początku w Korei. Jest to miejsce bardzo kolorowe i żywe, przepełnione knajpami i pubami. Dosyć szybko zorientowałam się, że praktycznie na każdym rogu… były restauracje z kurczakiem. Weszłam dziarsko. Miejsce wypełnione po brzegi ludźmi, wszyscy z wielkimi kuflami piwa i Soju – chyba mojego ulubionego azjatyckiego trunku. Soju jest bardzo delikatne w smaku i świetnie łączy się z sokami. Niepozorna buteleczka i chlup 20% do dzioba! Ścina na momencie.

Sama nie odmówiłam sobie popity i żeby milej się zrobiło na żołądku. zamówiłam szamę. Kurczak po koreańsku – smażony na głębokim tłuszczu w ostrej panierce. Trochę takie koreańskie KFC w zdrowszej wersji. O panie. Palce lizać. Po takim początku wiedziałam, że dalej pójdzie tylko lepiej.

Dongdaemun market – w poszukiwaniu przekąsek

Dongdaemun jest miejscem, gdzie nie tylko znajdziemy nowoczesne centra handlowe, ale i tradycyjne ryneczki. Tam właśnie znajdziecie całą fuzję smaków. Niedaleko stacji metra wchodzi się do wielkiej hali, w której jest kilkadziesiąt stoisk z jedzeniem. Zapach uderza w nozdrza. Wszędzie można dostać koreańskie paluszki ryżowe w słodko-ostrym sosie topokki oraz lokalne placki ziemniaczane! Na widok placków moja zmarznięta buzia (był bardzo mroźny luty) nabrała kolorytu. Dodatkowo spotkałam coś, czego nie oczekiwałam – koreańską kaszankę. Różnica w smaku niewielka – zamiast kaszy używają ryżu i jest mniej pikantna, a bardziej słodka. W Korei, podobnie jak w Japonii, kochają owoce morza. Tutaj szczególną uwagę należy zwrócić na ryby penisy – absolutnie obrzydliwe z kształtu. Koreańczycy uwielbiają je zarówno w wersji surowej, jak i gotowanej. Kolejnym lokalnym przysmakiem są ośmiornice – często w wersji „halo, ja tu jeszcze jestem!”, czyli dostaje się ruszające macki na talerzu do jedzenia. Lokalne, tradycyjne słodycze nie zawierają cukru tylko jego zdrowe zamienniki. Słowem: brawo Korea!

Tong-in Market – robimy swój lunch box i szukamy łakoci

Codziennie od ok. godziny 11:30 do 14:00 można przyjść do Tong-in, znajdującego się niedaleko pałacu Gyeongbok, i skomponować swój własny lunchbox. Tong-in Market liczy sobie ponad 70 lat i powstał podczas okupacji Japońskiej. Jest tam specjalne miejsce, gdzie wymienia się ok. 5$ na tradycyjne koreańskie monety, którymi płaci się za posiłki.  Tych monet jest 10, jedna przekąska to z reguły koszt 2 monet. Ponownie – jest tam wiele stoisk, człowiek głupieje od samego widoku. Muszę jednak przyznać, że w większości są to rzeczy smażone i tuczące, które nie stały nigdy obok słowa „fit”. Ale to nie o to chodzi. Sama atmosfera miejsca jest warta odwiedzenia go i doświadczenia czegoś nowego. Gdy człowiek skomponuje swój zestaw, może wybrać się schodami na górę, żeby usiąść i zjeść razem z innymi Koreańczykami.

Kimchi – czyli co naprawdę jedzą Koreańczycy?

Tak jak wspominałam na początku – mamy ze sobą wiele wspólnego. Od kaszanki, przez placki ziemniaczane, aż po… kiszoną kapustę! W wersji koreańskiej kiszoną na ostro, czyli kimchi. Kimchi to nie tylko kapusta, w zasadzie można tak nazwać każde warzywo nadające się do ukiszenia. Jest to stały element ich posiłków, bardzo często serwowany w formie przystawki. Świetnie komponuje się z grilowanym mięsiwem, które Koreańczycy uwielbiają. Poza tym – tak jak nasze kiszonki – są niesamowicie zdrowe i bogate w minerały i witaminy :). I prawdę mówiąc, od kiedy po raz pierwszy spróbowałam kimchi… totalnie nie wyobrażam sobie bez niego życia!

Pojedli? Zajrzycie do moich innych wpisów:

 

 

Podobne Wpisy

Komentarze zamknięte.