Chce się żyć

Dokładnie 9 stycznia w piątek wyruszam na dwumiesięczną wyprawę, o której trąbię wszędzie naokoło.
Zdążyłam się już zestresować w zeszłym tygodniu, gdy kupowałam bilety na pociągi z moją koleżanką Chinką. Pragnę podkreślić, że kupowałam je na luty, czyli średnio z miesięcznym / dwumiesięcznym wyprzedzeniem. Spodziewałam się, że nie będzie łatwo, bo w tym roku w lutym właśnie przypada Chiński Nowy Rok. Rzeczywistość mnie przerosła. Robienie rezerwacji z takim wyprzedzeniem niewiele pomogło, bo 3/4 biletów na pociągi zostało wyprzedane, a ja musiałam przearanżować swój plan podróży. Budżet przy okazji też.
Nigdy wcześniej nie czułam się tak bezradnie, patrząc jak bilety znikają z minuty na minutę. Wtedy po raz pierwszy od dawna przeszła w głowie mi myśl, że wcale nie będzie tak kolorowo, jakbym tego oczekiwała. Mogę mieć duży problem z przedostaniem się z miejsca na miejsce. Dotarło do mnie również, że gdyby nie pomoc Chińczyków przy organizacji mojej podróży po Azji, nie dałabym sobie rady sama. Jako „waiguoren” nie mam zwyczajnie dostępu do większości rzeczy i łatwiej jest mnie oszukać.
Kiedy wreszcie uporałyśmy się z kupnem większości biletów, moja koleżanka powiedziała mi:
,, Chiny są zupełnie różne od Zachodu. Zobaczysz ludzi w pociągach, chcących za wszelką cenę wrócić na Święta do domu, niezależnie od tego ile trudu będzie ich to kosztowało. Będą stać upchani w ciasnocie po 30 godzin, żeby spędzić ze swoją rodziną kilka dni. I proszę cię uważaj na swoje rzeczy, staraj się wtopić w tłum i nie zwracać uwagi, bo to czas prawdziwej pożywki dla złodziei.  Powiedziałam swoim znajomym, że będziesz podróżować sama po Chinach w czasie Wiosennego Festiwalu, jednogłośnie stwierdzili, że nie możesz być dziewczyną.”A jednak jestem. Nigdy się z niczym na nikogo nie oglądałam, bo wiedziałam, że zawsze wszyscy wyrażają zainteresowanie, a potem jak przychodzi do czynów to umywają ręce.
Ja nigdy nie byłam i nie jestem cykorem.
Czasami tylko czuję niepokój przed nieznanym i wewnętrzne zagubienie, ale to normalne i każdy kto podróżuje sam ma tak nie raz nie dwa.W zasadzie wszyscy z mojego otoczenia w Chengdu straszą mnie złodziejstwem i machlojstwem, opowiadając historie jak ich znajomi potracili drogocenne rzeczy i dokumenty w czasie podróży. Pewnie chcą dobrze, żebym była czujna, ale tak naprawdę nakręcają mój strach, zupełnie niepotrzebnie, bo mam doskonałą świadomość, co się może stać.
I tak siedzę i patrzę na mój wypchany plecak trekkingowy, w którym mam niezbędnik na cztery pory roku. Może z wyjątkiem butów zimowych, które zwyczajnie się nie zmieściły. Najwyżej założę kilka par skarpet na nogi, gdy będę na północy Chin.  Najważniejsze, że mam dokumenty, notes i aparat. W Internecie roi się od poradników w stylu jak zapakować plecak trekkingowy na 3 tygodnie w ciepły / zimny klimat, ale NIGDZIE nie ma wzmianki o tym, co zabrać na dwumiesięczną podróż w klimat iście tropikalny i mroźną zimę. Mądrale. Staram się uspokoić. Ukoić myśli.
Przede mną 18h podróży pociągiem do Yunnanu.
Już w głowie wizualizuję to, co zobaczę.

Chce się żyć.

DSCN0801.JPG

 

Podobne Wpisy

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie upubliczniony.