Nauczanie angielskiego w Chinach – czy warto?

Nawet najlepsi czasami stają na rozdrożu życiowym, zastanawiając się czy pójść w prawo gdzie wszyscy, czy w lewo gdzie raczej nikt się nie kwapi.  Półtora roku temu tak było również ze mną. Bardzo dobre wyniki na Uczelni, interesujące praktyki, sporo przygód, niezły staż, ale w głowie kotłowało mi się “to nie dla mnie” i nie mogłam sobie wyobrazić siedzenia w korpo, albo pracy za psie pieniądze. Mieszkając wcześniej w Chinach, ciągle czując niedosyt, myśląc, że mój chiński nie jest wystarczająco dobry, bardzo chciałam wrócić do Azji z powrotem. Trzeba było się też z czegoś utrzymać. Wybór padł na nauczanie angielskiego. Dzisiaj mam około dwu letnie doświadczenie w pracy w chińskich szkołach językowych. Opowiem Wam czy warto i czy wybór okazał się słuszny.

To nie człowiek szuka pracy, praca szuka człowieka

Nie odkryję Ameryki mówiąc, że Chińczyków jest całe mnóstwo i zapotrzebowanie na nauczycieli języków obcych w Chinach jest ogromne. Czasami zaczepiają Cię na ulicy oferując prace na pół etatu lub dodają Cię do kontaktów w aplikacji wechat. O prace dorywcze jest bardzo prosto, praktycznie są to pieniądze, po które wystarczy się schylić, leżą na chodniku. Z pracą na cały etat jest o wiele ciężej. Dlaczego? Chińczycy mają hopla na punkcie native speaker’ów. Nie bardzo chcą zatrudniać osoby spoza Stanów Zjednoczonych i innych nieangielsko języcznych państw. Wymogi wizy pracowniczej też są dosyć rygorystyczne. Różnica w zarobkach native’ów i nie native’ów jest spora. Człowiek, którego pierwszym językiem nie jest angielski średnio dostaje na pełnym etacie od 9 do 13 tys. RMB. Osoby, których angielski jest językiem ojczystym na starcie otrzymują od 12 do 16 tys. RMB. Jest to bardzo dyskryminujące, bo często jest tak, że osoba z Anglii nie ma zielonego pojęcia o nauczaniu, a dostaje pieniądze za swój paszport.

Praca i podróże – obiecanki cacanki

Niezależnie od tego czy ma się wizę pracowniczą czy nie osoba zatrudniona w chińskiej szkole językowej jest jej więźniem. Podpisałeś kontrakt i co z tego? Nie jesteś u siebie. To nie dla Ciebie jest kontrakt, tylko dla Twojego pracodawcy, taka podstawa niewolnicza. Dostaje się bardzo niewiele urlopu – z reguły w czasie w chińskich świąt (i to nie w pełnym wymiarze), do tego ok. 2 tygodni gdzie pozwalają Ci wrócić do kraju, śmieszne chorobowe w moim przypadku do 6 dni – płacą pół dniówki. I tyle.  Jeżeli bierzesz urlop bezpłatny np. jeden dzień, ciągle są Ci go w stanie odmówić, a jeżeli Ci go dadzą potrącą Ci z pensji grube pieniądze i wydłużą kontrakt każąc odpracować. Gdzie jest czas na podróże? Wszystko zależy od układów, jak wszędzie z resztą, jak bardzo lubi Cię pracodawca lub menadżer i ile są w stanie na Tobie zarobić. Jeżeli masz dużo studentów i sprzedaje się sporo Twoich klas karta przetargowa jest po Twojej stronie, bo wiedzą, że sporo stracą jak Cię zwolnią albo sam się zwolnisz, gdy Ci odmówią urlopu. Najczęstszą śpiewką u chińskiego pracodawcy jest: “tyle Ci płacę, to musisz robić to, co od Ciebie wymagam!”.

Ile się uczy tygodniowo?

Nauczanie w Chinach to naprawdę ciężka praca. Wszystkie szkoły obiecują pracę w wymiarze 25 – 30h. W praktyce wychodzi od 30 do 40h, za które nikt Ci nie zapłaci, bo coś tam. Mój grafik jest zapchany do granic. Czasami nie ma kiedy zjeść. Klasa za klasą. I musisz być przygotowany, bo jak rodzic się poskarży albo dziecko to Tobie potrącą z pensji. Nie ma się wolnych weekendów, chyba, że uczysz w szkołach publicznych (za niższe pieniądze). Z reguły dają Ci dwa dni odpoczynku w środku tygodnia. To też nie jest odpoczynek, bo w międzyczasie dostajesz tryliard wiadomości na temat swoich studentów. Albo umawiasz klasy pokazowe, żeby podbić sprzedaż. Suma summarum kończysz swój tydzień w barze, chcąc się napić z innymi białasami, którzy próbują odreagować tak samo jak i Ty.

Nauczanie angielskiego w Chinach czy warto?

To co napisałam powyżej brzmi jak nowoczesne niewolnictwo i to prawda.  Nauczanie w takim wymiarze niszczy Twoje zdrowie – dzieciaki sporo chorują, wysiada Ci gardło, nie masz czasu odpocząć i do tego jeszcze smog. Jednak porównując standard życia Chiny – Polska, ciągle Chiny wygrywają. Dlaczego? Mimo ogromnej pracy biały w Chinach ciągle ma pierwszeństwo. Wiele rzeczy uchodzi na sucho, ma się wielu przyjaciół, bo każdy łaknie kontaktu z namiastką normalności. Nawet osoby obce są chętne do pomocy, bo wszyscy wiedzą, że jeżeli nie będziemy się tutaj wspierać na wzajem, wylądujemy po prostu w dupie. Jest wysoka płaca, która pozwala na samodzielne wynajęcie mieszkania, luksus wyjścia do restauracji nie licząc, ile się ma w portfelu, godne zakupy bez strachu, że Ci nie wystarczy do następnej wypłaty. Można coś odłożyć, pomóc rodzinie. Jednak trzeba mieć świadomość, że życie tutaj przypomina bańkę mydlaną założoną na głowę. Wszystko jest ok, dopóki nie pęknie. I budzisz się pewnego dnia, zdając sobie sprawę, że tu utknąłeś. Wiza to nie problem tak długo, jak się ma pieniądze. Najgorsza jest świadomość powrotu do kraju, gdzie nikt nie będzie czekał z tysiącem ofert pracy, a nauczanie w Chinach nie będzie dla przyszłego pracodawcy czymś imponującym.

Dlaczego ja pracuję jako nauczyciel?

Z kilku względów. Jestem stypendystką. Chociaż studia skończyłam, chodzę do szkoły w Chinach na naukę mandaryńskiego. Zajęcia są od rana, więc pasuje mi to. Po popołudniu mam pracę. Lubię dzieci i wierzcie mi, że w najbardziej przygnębiających momentach mojego życia tutaj one mi dawały radość. To powiedziały coś głupiego, przychodziły, tuliły. Jestem dobra w tym co robię. Widać efekty mojej pracy. Dużo sprzedaję. To wszystko przekłada się na większe poszanowanie w pracy. Mam to szczęście, że moje relacje z chińskimi pracownikami są bardzo dobre i traktujemy siebie jak przyjaciół. Dodatkowo robię inne rzeczy, czasami są to tłumaczenia, czasami praca dla NGO, chodzę na różne eventy. Gdy czas pozwala, staram się poznawać nowych ludzi.  To co mnie cuci to fakt, że pewnego dnia chcę wrócić do domu. Może za rok, może za dwa, może za trzy, nie wiem. Trzymam się różnych opcji.  Moja bańka mydlana też kiedyś pęknie i jak tak się stanie, chcę, żeby nie bolało. I mój powrót do domu miał sens.

Zobacz inne moje posty:

Podobne Wpisy

1 Komentarz

  1. Candy Pandas mówi

    Zawsze będziemy Ci powtarzać, że podziwiamy Ciebie i Twoją wytrwałość 😀 Zdajemy sobie sprawę z tego, że praca w Chinach to nie sielanka ale w przyszłości za to będziesz miała co wspominać 🙂

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie upubliczniony.