Postanowienia noworoczne

Dziś pierwszy stycznia, magiczna data, z okazji której ludzie deklarują mniej lub bardziej ważne postanowienia noworoczne. Prawie na takiej samej zasadzie jak denny „serial” pewnej stacji telewizyjnej o nazwie ,,Dzień, który zmienił moje życie”.
Skończył się rok 2014, który przez większość czasu był dla mnie takim okropnym pryszczem na czole, budzącym odrazę i wymagającym cierpliwości, żeby się go pozbyć.
To był wyjątkowo ciężki okres, gdy wszystko za co się nie zabrałam, nie wychodziło, uczelnia i bank rzucały kłody pod nogi, moje stypendium do Chin uciekało mi sprzed nosa, a ja nierzadko siedziałam skulona i zapłakana w swoim pokoju, zastanawiając się dlaczego tak jest.
Dzisiaj już wiem.
Do najważniejszych rzeczy w życiu nie ma drogi na skróty. Bywa tak, że planujemy i nic nie ma prawa się nie udać, aż nagle dostajemy cios z zaskoczenia i padamy na matę znokautowani. Sztuką jest się z tej maty podnieść.
Życie nas sprawdza na każdym kroku.
Wiedziałam, że niezależnie od wszystkiego, ja dopnę swego i bez niczyjej łaski i pomocy wyjadę.
Najbardziej na świecie kocham podróżować.
Chiny kręcą mnie podwójnie.
Przeprowadzka do Chengdu i próba odnalezienia się tutaj na nowo też nie należała do najłatwiejszych czynności. Wychowałam się w mieście, które ma 5 tysięcy mieszkańców, Chengdu to miasto 14 milionowe, a mój Uniwersytet rozmiarem przypomina centrum Łodzi. I nie pomagał fakt, że mam tutaj przyjaciół. Cieszę się tym, co mnie tutaj otacza mimo, że żyję raczej skromnie.
2015 rok to Rok Kozy w Chinach, a to właśnie mój znak zodiaku.
W przyszły piątek rozpoczynam moją podróż po krajach Azji Południowo – Wschodniej i Chinach.
Ekscytuję się na myśl o każdym człowieku, którego spotkam na drodze i wymienię doświadczenie.
Na każdy uśmiech dziecka spotkanego na ulicy.
Na każde problemy, bo wiem, że znowu się czegoś nauczę.
Na każdy promyk słońca w Kambodży.
Na każdą wypitą filiżankę kawy w Wietnamie.
Na każdy wieczór w Lankuai Fang w Hong Kongu.
Na każdy piękny dzień w Yunnanie.
Na każdy spacer wzdłuż rzeki Perłowej.
Na każdy posiłek jaki zjem z chińską rodziną w Changsha’y.
Na każdy zabytek w Hangzhou.
Na każde spotkanie z moim przyjacielem w Shanghaj’u.
Na każdy krok na Chińskim Murze.
Na każdego żołnierza z Armii Terakotowej w Xian’ie
I na każdą dobrą myśl jaką będę wysyłać z siebie.
Choć będę się czasem bać to wiem, że sobie poradzę, bo jak to pisał Mark Twain : ,, Kindness is a language, that the deaf can hear and the blind can see”. („Uprzejmość to taki język, który głuchy usłyszy, a ślepy zobaczy”.)
Trzymajcie kciuki. Jak wrócę będę nowym człowiekiem.

 

Podobne Wpisy

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie upubliczniony.