Hipsterskie Tokio. Harajuku, Shinjuku, Shibuya

Niektórzy jeżdżą do Japonii nie tyle pooglądać piękne krajobrazy, co doznać wszystkich dziwactw, jakie ten kraj oferuje. Dziwactwa, bądź co bądź, nie powstają samoistnie, czasami mam wrażenie, że ludzie sami sobie organizują cotygodniowy konkurs na najgłupszy pomysł ostatnich dni. I w jakimś sensie to się odzwierciedla w Japonii. Dzisiaj przejedziemy się do dwóch całkiem odjechanych miejsc, gdzie spędzają czas japońskie nastolatki, tj. Harajuku i Shibuya. Złapiemy oddech w świątyni Meiji i razem pokontemplujemy nad życiem. Podejrzymy, co w trawie piszczy i gdzie warto wydać pieniądze.

Harajuku – deptak dla japońskich subkultur

Jak tylko człowiek wysiada na stacji metra Harajuku, czuje, że trafił do swego rodzaju hipsteriady. Z każdej strony otaczają go kolorowe postacie, młodzi Japończycy z przesadnym makijażem i ubraniami z kosmosu. Harajuku jest bowiem epicentrum mody na każdą okazję. To tutaj obserwuje się najnowsze trendy.  Zmęczone noszeniem nudnych, szkolnych mundurków nastolatki przybywają tu gromadnie, żeby pokolorować swoją codzienność. Naprzeciw stacji metra znajduje się dosyć wąska ulica Takeshita Dori, gdzie można spotkać lolity oraz osoby przebrane za postaci z mangi i anime.

Na Takeshita Dori można znaleźć wszystko, nie tylko najbardziej wymyślne sklepy z ciuchami. Znajduje się tam również szereg kawiarni z sowami czy kotami, można też przywdziać kimono i zrobić sobie sesję zdjęciową w cenie 5000–9000 jenów, w zależności od preferencji. Wszystko absolutnie kiczowate, cukierkowe i otoczone kolorowym obłoczkiem tak, że człowiek nie wie, czy ciągle jest w kreskówce, czy już z niej wyszedł.

Świątynia Meiji – parę kroków dalej od Harajuku

Kto by pomyślał, że zaraz za rogiem tego tęczowego zakątka Tokio kryje się piękna świątynia Meiji. Sanktuarium Meiji znajduje się w Shinjuku. To taki przeskok dwóch światów – od pojechanej nowoczesności do uduchowionej tradycji. Sama dróżka do świątyni Meiji nastraja człowieka i wycisza – położona na otwartej przestrzeni, jest przepełniona zielenią, a spacerując po niej, naprawdę się odpoczywa. Myślę, że jest to jedno z moich ulubionych miejsc, jakie odwiedziłam w Tokio. Jest tam bardzo czysto i higienicznie (w sumie jak w większości miejsc w Japonii). Tym, co bije po oczach, jest natomiast zachowanie Chińczyków, którzy po przyjeździe do Japonii rozrabiają jak Janusze na wakacjach.

Przykład?

Zanim wkroczy się na teren świątyni, mija się ogromną bramę „tori”. Wielu ludzi nie wie, że nie należy przechodzić jej środkiem, trzeba to zrobić po jej prawej bądź lewej stronie. Człowiek według wierzeń japońskich powinien pozostać skromny, główne przejście przeznaczone jest dla bóstw. Przed wejściem do świątyni należy obmyć się w specjalnym źródle. Ma to symbolizować wkroczenie do świątyni z czystym sercem. Woda jest niesamowicie czysta, można jej nawet skosztować. Niestety, gdy w pobliżu znajdują się Chińczycy, którzy nie bardzo wiedzą, jak należy się zachować, wszystkie swoje brudy i charchania kierują właśnie w to źródełko. Miny Japończyków obserwujących zachowanie Chińczyków – bezcenne.

Shibuya – centrum handlowo-rozrywkowe w Tokio

Harajuku od Shibuyi dzieli zaledwie jedna stacja metra. Jest to jedna z najbardziej ruchliwych dzielnic w Tokio. Niesamowicie kolorowe miejsce, przepełnione po brzegi klubami i dziwnymi, tematycznymi restauracjami. Aby zobaczyć słynne skrzyżowanie na Shibuyi, gdzie codziennie przechodzą setki tysięcy osób, należy się kierować w stronę Hachiko exit. Przy wyjściu zobaczymy oczywiście słynny pomnik psa Hachiko, który przez 10 lat czekał na swojego pana przy tej stacji. Gdy dotrzesz na skrzyżowanie Shibuyi, ze wszystkich stron zaatakują cię ogromne, elektroniczne billboardy. Trochę mi to przypominało Times Square w Nowym Jorku. Nawet kawiarnia Starbucks, znajdująca się przy tym przejściu dla pieszych, jest uznawana za jedną z najbardziej zatłoczonych na świecie.

Shibuya pięknie prezentuje się na filmach, nie tylko u Gonciarza. To tam kręcono sceny do „Lost in translation”, „Tokyo Drift” czy też „Resident Evil”. W Shibuyi znajdziecie również słynną restaurację tematyczną Alcatraz, która jest połączeniem szpitala psychiatrycznego z więzieniem. Płaci się oczywiście za doznania, niekoniecznie za jedzenie.

Tokio – dwa światy: jeden hispterski, drugi tradycyjny

Dynamika dzielnic Harajuku, Shinjuku i Shibuya jest wręcz nie do opisania. Spacerując po tych miejscach, nie do końca zdajesz sobie sprawę, że wszystko, co cię otacza, jest naprawdę rzeczywiste. Nie jesteś w telewizorze. Nie jesteś w przyszłości. Jesteś tu i teraz, otoczony skoncentrowanymi na sobie, zapracowanymi Japończykami, oślepia cię blask technologii, a przystanek normalności i wyciszenia znajdujesz w miejscach takich jak świątynia Meiji.

Zobacz inne moje wpisy o Japonii:

 

 

Podobne Wpisy

1 Komentarz

  1. Aga mówi

    Cześć, w Japonii jeszcze nie byłam, ale jest na mojej liście podróżniczych priorytetów. Nie ukrywam, że „dziwactwa” bardzo mnie pociągają. Np. kawiarnie, nie tylko z kotami (bo to już europejski standard ;)), ale – jak słyszałam – z sowami, wężami, pluszowymi Muminkami… Marzę też o noclegu w hostelu kapsułowym. A co do Shibui – moje pierwsze skojarzenie to „1Q84” Murakamiergo. Pozdrawiam!

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie upubliczniony.