Wycieczka do Mordoru – Patong

Jak już nam przyszło wyjechać z Koh Yao Noi pojawiło się słońce i zapowiadał się piękny dzień. Na spokojnie udaliśmy się do portu, zakupiliśmy bilety i złapaliśmy łódź do Phuket. W planie było znalezienie jakiegoś noclegu w Patong. Chcieliśmy zobaczyć jak tam wygląda nocne życie. Przy okazji mieliśmy zorganizować sobie na kolejny dzień wycieczkę na wyspę James’a Bonda. Cieszyć się czasem spędzonym z moją Żabą. O Patong do tej pory słyszałam sporo. W moim przekonaniu ruszyliśmy, żeby zobaczyć… Mordor.

Nie było to takie do końca proste

Wiecie jak jest w krajach Azji, zwłaszcza tych na południu. Pełno szarlatanów czekających na okazję, by Cię przeorać z każdej złotówki. Po przyjeździe do portu Phuket otoczyli nas wszyscy kierowcy oferując przewóz do Phuket Town za 1200 batów. Gdy wybieraliśmy się do Koh Yao Noi ta sama trasa z miasta kosztowała nas wcześniej 700 batów. Oni po prostu wiedzieli, że z tego konkretnego portu nie tak łatwo się wydostać, więc wszystko odbywało się na zasadzie: albo bierzesz albo spadaj. Gdybym była sama (lekko wku…. ) pewnie bym zapłaciła tylko po to, żeby się wydostać do cywilizacji i móc cieszyć się resztą urlopu. Ale nie takie numery z Żabą. Żaba do mnie: ,,sprawdź na gps gdzie jesteśmy, pewnie jak przejdziemy się z 2,3 km łatwiej będzie dostać transport bez konieczności płacenia haraczu.” Jak powiedział tak zrobiłam i potulnie jak osiołek z Kubusia Puchatka dreptałam sobie za królikiem.

Długo to nie trwało

W połowie dreptania nóżka za nóżką minął nas van, który nagle się do nas cofnął. Wyłoniła się z niego para, chyba rosyjska, zapytała gdzie jedziemy, czy się do nich nie podłączymy i nie rozłożymy kosztów podróży. Gdybym miała kapelusz Kota w Butach ze Shreka, zdjęłabym go w taki sam sposób, patrząc się dużymi, niewinnymi ślepiami w Żabę. Skinął głową na tak, okazując łaskę, więc zanim zdążył zmienić zdanie, kazałam otworzyć bagażnik i wtrabaniłam się do środka. “Gdzie jedziemy?” – zapytałam. “Na ulicę Bangla” – odpowiedziała mi para. W głowie wygenerował mi się krótki komentarz “no to zajebiście” i zadowolona odetchnęłam.

Miało być tak pięknie

Ale się skiepściło, kiedy okazało się, że tkwimy w gigantycznym korku. I brniemy naprzód będąc wyprzedzanymi nawet przez ślimaki. Zrobiło się gorąco, a w powietrzu unosiły się spaliny. Po jakieś godzinie męczarni, zajechaliśmy na miejsce. Nasz kierowca próbował sobie uknuć świetny plan, próbując nas skasować wszystkich oddzielnie. Po “dżentelmeńskiej” wymianie zdań udało nam się zapłacić tyle ile powinniśmy, a w dalszej części programu wyruszyliśmy na poszukiwania noclegu.

Trafiliśmy do hotelu prowadzonego przez lady boy’ów

Przysięgam, najlepszym przyjacielem dziewczyny są geje albo lady boy’e. Taka energia, słońce bijące z twarzy, uśmiechy, heheszki, współczucie i chęć pomocy to cechy, co znajdujące się w większości z nich. Nie musicie sobie wyobrażać, kto był bardziej podekscytowany gospodarzami – ja czy Żaba. Kliknęło mi wszystko od razu w rozmowie przeprowadzonej z facetem koło 40 w damskiej sukience, szpilkach i szmince. Był taki mega słodki, dał nam lepszy pokój, zorganizował wycieczkę na drugi dzień w cenie dużo niższej niż innych agencjach. Upewnił się jeszcze, że po wszystkim odwiozą mnie na lotnisko, żebym zdążyła na samolot powrotny do Chin.

Wybraliśmy się do Patong Beach

I nie podobało mi się. Ni cholery. Tłum ludzi, plaża dosyć syfiasta w porównaniu do tego, co widzieliśmy wcześniej. Dużo rosyjskich turystów, głośna muzyka, a i morze nie takie czyste. Usadowiliśmy się w cieniu, w miarę z daleka od tego brudu, ale mało nas to jakoś cieszyło, bo nie można było się kąpać. Patrzyliśmy się w niebo obserwując ludzi na paralotniach, co jakiś czas odgarniając gryzące mrówki i tak minął nam dzień do wieczora.

Plaża Patong

A wieczorem przyszedł czas na ulicę Bangla

…. i zobaczenie na własne patrzałki jak wygląda życie nocne na Phuket. Na początku wszystko szło dobrze. Szliśmy szczęśliwi trzymając się za ręce. Dopóki nie zobaczyliśmy tłumu ludzi zmierzającego w tym samym kierunku. Wtedy moje zainteresowanie gasło. Gdy tylko skręciliśmy w “deptak” z barami i klubami średnio co dwa metry, ktoś nas zaczepiał i proponował obejrzenie Ping Pong Show. Na szczęście ani mnie ani mojego Francuza nie interesowało, co kobiety w Tajlandii robią ze swoimi waginami, żeby zarobić. Jeszcze nie słyszałam historii, gdzie ktoś powiedział, że oglądanie Tajki grającej kroczem w Ping Ponga lub wyjmującej żółwie z waginy mu się podobało. Odpuściliśmy. Poza tym wszystkie Tajki smętnie stały na podestach przy rurach do tańca, ledwo tupiąc nogą i pewnie myśląc, kiedy sobie pójdą do domu. Z dodatkowych atrakcji można było sobie zrobić z zdjęcie z lady boy’ami odstrojonymi jak na karnawał w Rio za opłatą i inne równie dziwne rzeczy. Nie zabrakło dookoła jeszcze mnóstwa dziadów koło 60, którzy przyjechali do Tajlandii w wiadomych celach.

Wycieczka do Mordoru

Każdemu pasuje co innego. Nasłuchałam się o życiu nocnym w Tajlandii, więc chciałam zobaczyć jak takowe wygląda. Patong był najbliżej, więc na to miejsce padło. Jeżeli ktoś szuka spokoju, wyciszenia to nie jest miejsce, które powinno być brane pod uwagę w pierwszej kolejności. Natomiast jeżeli o tanią, choć nie koniecznie moralną rozrywkę to tak. Cały deptak na Bangla przypominał mi Mordor, z którego chciałam uciec. Tak się też stało, a resztę wieczoru spędziliśmy siedząc na plaży i pijąc whisky z colą.

Deptak Patong i możliwość zrobienia zdjęcia z lady boy’ami
Kolacja – świeże ryby i owoce morza

Czujecie niedosyt? Zajrzyjcie tutaj:

Podobne Wpisy

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie upubliczniony.