Jak wyglądają zakupy w Chinach?

By móc napisać ten post, musiałam zrobić sobie „restart”,  skupić się na chwilę i przypomnieć sobie swoją pierwszą wizytę w chińskim supermarkecie. Po długim czasie spędzonym w tym dzikim kraju, przyzwyczaiłam się do otoczenia na tyle, że wiele rzeczy wydawało mi się normalne i swojskie. Odgrzebałam nawet swoje stare notatki z podróży i niczym hipnotyzer próbowałam wprowadzić się w odpowiedni stan. Zakupy w Chinach to materiał na niezłą książkę. Pomogę Wam dzisiaj trochę przygotować się psychicznie do tego, co może Was spotkać.

Jestem trochę dziwnym człowiekiem. Nie dosyć, że mam telefonofobię i jak mam gdzieś zadzwonić, modlę się nad komórką dziesięć razy, to jeszcze dochodzi do tego zakupofobia (tak, właśnie stworzyłam to słowo). Nienawidzę robić zakupów. Każdych. Nie mam do tego cierpliwości. Chodzę do dwóch sklepów, w których kupuję ciuchy. Nie lubię spędzać w przymierzalniach i na grzebaniu w rzeczach wielu godzin. Najchętniej zamawiam przez Internet. Mam spokój i nikt za mną nie łazi i nie pyta się w kółko: ,,W czym Pani pomóc?”.

Zakupy w Chinach naruszają moją psychiczną strefę komfortu. Tam, jak idzie się do sklepu, zawsze są tłumy. ZAWSZE. Ogromne kolejki, hałas, wrzeszczą na Ciebie z każdej strony, zachęcając do zakupów. Prawie jak u nas w okresie przedświątecznym. No może cztery razy gorzej.

Jak wygląda chiński supermarket?

Na pierwszy rzut oka sklep jak sklep. Podzielony tematycznie – mięso tu, alkohol tu, warzywa tu, a tu ryż i inne chińskie przekąski. Spoko. Nie znajdziemy w nim prawie w ogóle wartościowego nabiału. Coś tam do wyboru jest, możecie kupić chińskie pitne, słodkie jogurty, chińskie mleko. W tym momencie warto podkreślić, że chińskie mleko smakuje… dziwnie. Chińczycy nie ufają swoim wyrobom mlecznym. Kilka lat temu była wielka afera związana z tym, że małe bobasy zatruły się mlekiem i zmarły. Sery, masło i śmietanę też ciężko dostać. Jeżeli pojawiają się w sklepach, są to najczęściej produkty importowane i kilkukrotnie droższe niż normalnie.

Zawsze najbardziej rozbraja mnie dział mięsny, o którym pisałam w poście Kupujemy mięso w Chinach. Można sobie wymacać mięsko, jakie się chce kupić. Dział rybny to z kolei wielkie akwaria z różnymi owocami morza. W przeciwieństwie do nas Chińczycy nie lubią kupować mrożonych ryb. Po co, skoro mogą je dostać świeże? Idą sobie do sklepu, pokazują co chcą, pracownik im rybki wypatroszy i gotowe! Tutaj oczywiście dyskusyjna jest kwestia, ile taka ryba żyła sobie wcześniej w akwarium. Dlatego nie polecam kupować ryb w miejscach znajdujących się daleko od morza. Chyba że startujecie do nowej edycji „biegunkowych rewolucji” 🙂

Wszędzie jest szeroki wybór alkoholi i chińskich zupek instant. Można znaleźć przetworzone i zamknięte szczelnie w opakowaniach kurze nóżki, skrzydełka, tofu, suszoną wołowinę i inne dziwne rzeczy, których osobiście boję się tknąć.

Gdzie jeszcze można zrobić zakupy spożywcze?

W Chinach w dużych miastach ludzie nie ograniczają się tylko do chodzenia do supermarketów. Lokalni mają swoje miejscówki, do których wybierają się po konkretne towary. Są fajne targi warzywne i rynki herbaciane, a ryby i mięso można kupić na ulicy. Jednak w takich miejscach możemy też spotkać coś, co mnie bardzo drażni w Chinach, czyli brud. Dodatkowo łatwiej jest zostać oszukanym. Wydaje Wam się, że kupujecie świeże owocowe, np. czereśnie. Chińczyk waży. Robi czary mary i w magiczny sposób podmienia reklamówkę, sprzedając Wam stary towar.

A co z kosmetykami i ciuchami?

Kosmetyki, perfumy itp. są w Chinach dosyć drogie. Jest to kwestia wysokiego opodatkowania. Można dostać europejskie marki, ale w odpowiednio wyższej cenie. Funkcjonuje niepisana zasada niekupowania kosmetyków w Internecie. Chińczycy są mistrzami podróbek. Coś, co wygląda tak samo, niekoniecznie jest tym, czego szukamy. W Sieci można było znaleźć swego czasu zdjęcia Chinek, które zamawiały koreańskie maseczki, po których użyciu miały poparzoną twarz. Nie polecam. Chińskie produkty często zawierają substancję wybielającą. Dla obcokrajowca nie ma dobrego rozwiązania. Najlepiej przywieźć zapas swoich kosmetyków.

W Chinach jest też odpowiednik Rossmanna – Watson. Jest on jednak dużo bardziej ubogi w towary. Co mnie w tym (i nie tylko w tym) sklepie denerwuje, to łażące krok w krok za Twoimi pośladkami ekspedientki. Czujesz się trochę jak potencjalny złodziej, patrzą Ci się na ręce i milion razy pytają, co chcesz.

Ciuchy dobre jakościowo są drogie. W galeriach handlowych sporo jest europejskich sieciówek, ale dla mnie zawsze to rozmiar stanowił problem. Jestem okrągła i miałam odwieczny problem z kupnem spodni, w których nie wyglądałabym jak mocno ściśnięta parówka.

Z drugiej strony Chiny to raj dla moich małych stóp. W rozmiarze 35 mogę przebierać i wybierać! Wreszcie nie muszę odwiedzać działu dziecięcego!

Czy zakupy w chińskim Internecie się opłacają?

Tak, i to bardzo! Bez zakupów na Taobao czy chińskim Amazonie dawno bym osiwiała z nerwów. Na Taobao można kupić wszystko po korzystnej cenie. Opłaca się zwłaszcza zakup sprzętów elektronicznych. Jeżeli niekoniecznie zależy Wam na znaczku markowej firmy, lokalny odpowiednik często otrzymacie za sporo mniejszą cenę, a będzie on działać tak samo dobrze. Dzięki Taobao poprawił się również mój survivalowy chiński, ponieważ często rozmawiałam ze sprzedawcami na czacie, gdy interesował mnie jakiś produkt. Raz mi się zdarzyło, że Taobao ocenzurowało rozmowę, mówiąc, że nie wolno rozmawiać o czymś, co nie dotyczy oferowanego towaru. Po prostu jeden sprzedawca wypytywał mnie o życie w Polsce 🙂

O zakupach w Chinach można by rozprawiać jeszcze długo. Jeżeli są kwestie, które Was nurtują, zapraszam do komentowania lub wysyłania wiadomości.

chińśki supermarket kupowanie ryb w Chinach Zakupy w Chinach - ryby chiński supermarket Zakupy w Chinach zakupy w Chinach chińskie ciastka oreo chińskie ciastka chińskie jedzenie uliczne owoce w Chinach Chinese fruits

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Podobne Wpisy

4 Komentarze

  1. Candy Pandas mówi

    Podsumowując, chodziłybyśmy głodne w Chinach, oj tak……. 😛 Są dwie rzeczy których szczerze nienawidzimy podobnie ja Ty. Raz- rozmawiania przez telefon (tak, też ta fobia nas dotyczy), dwa- kupowania produktów od których wymaga się coś więcej niż powiedzenia „poproszę to!” i podania pieniędzy…. A jak się mamy targować to już w ogóle wolimy nic nie kupić xD

  2. Krzysiek mówi

    ciekawa sprawa sama podróż do Chin. Cyba nie jest mi dana, ale pomarzyć można

  3. Milena M mówi

    Świetny post, dla mnie Chiny to totalna abstrakcja 🙂

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie upubliczniony.